Draconia On-Line

Połowa XIII wieku na Rusi

Połowa XIII wieku na Rusi.

Widok świata po Sądzie Ostatecznym.

Jeszcze niedawno nikt nie spodziewał się ogromu klęsk i potworności, jakie spotkać miały tak dotąd spokojnie żyjący lud Ruski. Poza lokalnymi waśniami i sporami o tron – nominalnego już tylko – Wielkiego Księcia Kijowskiego oraz utarczkami za koczownikami ze stepów południa, księstwa ruskie żyły w spokoju i harmonii, niczym dojrzałe, rumiane jabłka, kołyszące się w sierpniowym słońcu. Czekające tylko na nadejście czyjejś chciwej dłoni.

Koszmar rozpoczyna się około roku 1237 według rachuby łacińskiej, gdy padają pierwsze księstwa i milkną grody z południa i wschodu. Niewiele później książę kijowski sromotnie ucieka, pozostawiając swój gród na pastwę płomieni i stali. Potężne armie Rusi idą w rozsypkę, bojarzy giną w mękach, ludność poznaje ogrom cierpienia, o jakim dotąd nawet nie śniła. Najeźdźców nazywano najczęściej diabłami z piekła rodem, lecz potomni znaleźli dla nich inne miano - Mongołowie.

W takim oto zaiste mrocznym czasie osadzeni jesteśmy my - Rusini przełomu epok. Jest rok 1243. Ruś padła, i tylko księstwo Nowogrodu i Pskowa stawiło opór Mongołom, którzy – zgodnie ze swą taktyką – po prostu nie zaatakowali wroga, szykującego się do obrony. Koszmar ominął potężny Nowogród – stolicę handlową i kulturalną północnego wybrzeża Rusi - lecz nie znaczy to, że jego sytuacja jest o wiele lepszą. Nawet ci, którym szczęśliwie udało się zbiec na północ przed nawałnicą, znajdują tam nowe, równie palące problemy…

Ziemie północnych księstw ciągle nękane są przez najazdy niespokojnych sąsiadów – wiecznie niesytych ziemi Szwedów, półdzikich Bałtów, w końcu zakony rycerskie, niedawno przybyłe w basen Bałtyku… Jeden z takich najazdów — szwedzki w 1240 r. — zostaje odparty przez księcia Aleksandra, który po zwycięstwie nad Newą zyskuje przydomek „Newski”. Dwa lata później na Ruś napadają wojska teutońskie. Niemcy zdobywają Psków, zagrażają Nowogrodowi. Aleksander na czele wojsk Nowogrodu forsownym marszem powraca ku obronie stolicy i zastępuje Zakonnikom drogę na zamarzniętym jeziorze Pejpus, gdzie lodowa gardziel wody otwiera się, by połknąć najeźdźców brukających ruską ziemię. Mimo iż osłabiona, potęga Zakonu nie jest bynajmniej złamana, zaś utarczki między rycerskim Zachodem a ruskim Wschodem trwać mają jeszcze długo…

Czas to smutny dla Rusi, lecz i piękny zarazem. Mongołowie niszcząc dawną Ruś przynieśli jednocześnie na jej ziemie rzeczy dotąd w Europie niesłychane – pancerze piękne nieznanej roboty; broń, która żelazo jak pergamin tnie; proszek czarny a przedziwny, co z dymem i hukiem szatańskim się w okamgnieniu spala; materie wzorzyste; złoto piękności niezrównanej; umiejętności i myśl techniczną wreszcie, które na trwałe wejść miały – jako spuścizna po najeźdźcach – do dziedzictwa całej Europy.

Lud Ruski zaś żyje gdzieś pomiędzy tymi żarnami czasu – wtłoczony pomiędzy Koczowników ze stepu a Teutonów z Inflant, okrutnych i zimnych Mongołów a gruzy swego dawnego państwa… Żyje i uczy się, gdyż głowę nisko trzymać póki co musi, lecz uczy się pilnie, od wrogów wszystkich co wartościowsze nowinki zapożyczając; w rzemiośle wojennym się ćwiczy, stając na każdej arenie walk i przeciw każdemu – rycerzowi z zakonu czy Mongołowi z ordy; po części przyodziewek adwersarzy swych przyjmuje, by tym łacniej się do nich upodobnić i czujność uśpić. Północna Ruś zbiera bolesne doświadczenia i siły, gdyż wie, że czas jej wielkości jeszcze nadejść może.



Polski English