Draconia On-Line

La Geste de Gotard de Sluzew: VII. Turniej na zamku w Czersku roku 2013

Próżno szukać w kronikach Służewskiego grodu, czy nawet Czerskiej twierdzy, podań wszelakich, które by tak długą zimę opisywały. W pamięci żywych ludzi, na Mazowszu żyjących, zdarzenie takie nie zapisało się nigdy.

Rok trzynasty, nowego tysiąclecia, okazał się ważnym dla całego Mazowieckiego Księstwa, jako że Pan nasz i Słońce tej Ziemi, dobry Książę Konrad, zwołać wojsko postanowił i z krucjatą chciał wyruszyć by wiarę w jedynego Boga i stwórcę, pośród plemiona pogańskich Prusów i Jaćwięgów zanieść.

Jeśliby najświętsza Panienka dopomogła, dobrym słowem Boża prawda krzewiona być miała, lecz gdyby uszy pogan nie czułe były na w Trójcy Jedynego Pana, zbrojne zastępy pod sztandarem Księcia Konrada, w pył miały zetrzeć dzikie ludy.

Radość wielka w Służewskim grodzie zapanowała, gdyż od dawna już Komes Gotard listy słał i gońców do swego seniora i wieści przesyłał, o rosnących w siłę i butę plemionach z mazowiecką ziemią graniczących. I chociaż każdy zbrojny wiedział, że w bój przyjedzie ruszyć z przeciwnikiem, co strachu nie zna i lęk swój magią i ziołami przytłumić potrafi, to wielkie serce w każdej piersi rosło bo i wieści od jednego do drugiego człeka rozchodziły się, że poprowadzi nas do walki sam Książę Konrad, Słońce Mazowsza i Obrońca Wiary.

Zwołał Pan Gotard zbrojną swą drużynę, by dyspozycje, co rychlejsze wydać i czasu na próżne gadanie nie tracić. Ogłosił on również, że na dwór Czerski wyruszy by chorągwie zebrać razem ze swym wielkim przyjacielem Panem Krzyśkiem z Łomszy i wspomóc radom swego seniora. Ogłosił nam również, że wyruszy jedynie z najbliższą drużyną, elitą swych wojsk, by nieobciążony taborami czas lepiej wykorzystać. Poszły więc Wisłą lekkie łodzie, które rzeczy najpotrzebniejszych zabrały jedynie tyle co niezbędne a krótko po nich Pan Gotard powiódł swoich zbrojnych na południe do Czerskiej warowni.

W liczbie tej którzy wyruszyli nie zabrakło rzecz to oczywista przy boku Gotarda jego wiernego sługi Johannesa, który mimo iż srebra we włosach więcej ma niźli w sakwie nie opuścił nigdy w potrzebie swego Pana. W straży przedniej dowodził rycerz Marcin Orelborem zwany. Przy nim wszak nie od dziś,wielka sława kroczy jako przy najprzebieglejszym ze wszystkich służewskich wojowników. Mówią nawet niektórzy, że tak długo przebywał on na ziemiach północnych wśród heretyków, że nie tylko upodobnić się do nich z rysów i mowy potrafi, ale i myśli ich niemalże czytać umie jako w psałterzu by modlitw szukał czy iluminacje opisywał. Zbrojny Izbor piechotę grodową prowadził, by o obozowisko miał kto się zatroszczyć i służbę wartowniczą pełnić. W straży tylnej natomiast Pan Gotard rycerza Łukasza wystawił by strzegł on pleców wojsk Służewskich oraz w razie niebezpieczeństwa w róg zadął i główne siły przywołał gdyby wróg jakowyś jedności wojska zagroził. A róg jego był już wówczas legendarny i mało, który z mężów potrafił go użyć, chociaż bywały wyjątkowe niewiasty talentami obdarzone, które poradzić sobie z nim potrafiłyby ponad miarę swego stanu.

Nim dni dwa minęły ukazały się nam mury Czerskiego zamku witające nas obietnicą sutego przyjęcia. Gdy do stóp wzgórza zbliżaliśmy się naszym oczom ukazało się istne miasto większe niż nawet Płock czy Kraków a z samego płótna uczynione. Książę Konrad rozesłał widać wici daleko poza granice Mazowieckiej ziemi, bo pośród chorągwi z miast nam znanych i we władzy Komesa naszego pozostających, wykwitły sztandary Małopolskie, Wielkopolskie, ziemi Wrocławskiej, najemników co za symbol trzos brzęczący mieć powinni, ale i skośnookich diabłów, których nie wiemy po dziś dzień jakimi cudami Książę Pan skusił by mu służbę przyobiecali i co ważniejsze w słowie swym i postanowieniu wytrwali. Wiele też języków usłyszeliśmy, lecz jako że doświadczenie już przy nas było nie małe, od lat wielu chodziliśmy bowiem na wyprawy z Gotardem, przeto i języki, choć nie tutejsze, znane nam były. Wschód cały, co w ikonach wiarę pokłada i święte obrazy w złoto przyobleka na wezwanie przybył, choć skromnie w liczbie to w potędze ducha i bojowego szału co wszystkie kroniki zgodnie opisują już od lat ponad stu. A i wiele krzyży tak na tarczach jak i na namiotach i szatach krzątających się ludzi widać było – wiadomy to znak, że i zakony z Ziemi Świętej potęgą swą sprawę naszą wsparły.

Nim dzień minął wiadomym się stało, że tak wielka mnogość ludzi i zwierząt i nastrój nadciągającej walki problemem się stanie i może nie z niewiernymi Prusami a z braćmi z ziem piastowskich pierwsze wymienimy ciosy.

Tu jednak Książę Konrad, Słońce Mazowsza, w całym swym majestacie i mądrości i tym problemom zaradził nim urosły i bólu zaczęły przysparzać niczym czyrak na stopie. Ogłosił on, że nim w bój wyruszymy turniej się odbędzie na błoniach warowni Czerskiej a najdzielniejsi z dzielnych, którzy wykażą się walecznością, honorem i kunsztem rycerskim oraz zdobędą przychylność dam obserwującym ze swej loży wszystkie poczynania, owi w nadchodzącej wyprawie dzierżyć będą wielki sztandar Księcia Konrada i splendorem się okryją.

Ogromnie słowa Księcia na wszystkich w obozowisku podziałały, niczym obietnica życia wiecznego czy bogactw niezmierzonych. Każdy wszak, kto rycerzem był lub za takiego chciał być uważanym do turnieju się sposobić zaczął a o waśniach i kłótniach zapomnieć chciał co rychlej by skupić swe siły i uwagę całą na opisanych przez zamkowych heroldów konkurencjach.

Jako że cały służewiecki poczet, ze zbrojnych się składał i nawet najpośledniejszy z kucharczyków tarczą i włócznia robił nie gorzej niż rożnem i chochlą Komes Gotard łaskawie postanowił, że ci którym służba nie będzie przeszkadzać w konkurencjach do swego stanu i pozycji właściwych stanąć mogą i zmierzyć się w dyscyplinach wybranych. Sam Gotard, w szranki stanął pieszo i samo jeden razem z heroldem, chorążym i plebejuszem, który tarczę jego obnosił by każdy znak ten w pamięci zapisał i sławę walk wszystkich mógł ponieść dalej w świat. Każdego walczącego poprzedzał poza wspomnianym już plebejuszem zbrojny z chorągwią rycerską swego seniora, oraz ten ze świty człek, który wyznaczony został przez rycerza by damom, Księciu i gawiedzi wszelakiej personę swego Pana przedstawić. Zaszczytu tego dostąpił rycerz Łukasz, którego kwiecisty język i gładka mowa zachwyciła zwłaszcza damy, które o bohaterskich czynach Pana Gotarda usłyszawszy niejednokrotnie łzę uroniły i okiem przychylniejszym na skromnego w duchu i postawie lecz pełnego męstwa i odwagi w czynach służewieckiego seniora spojrzały.

Starcia choć w cnoty rycerskie bogate i stanu tego najlepszą kartą się okazały trudne były i wyczerpanie wszystkim wałczącym przyniosły jako że nikt ustąpić nie chciał i duch był wielki nawet gdy sił już brakło. Gdy dzień się już kończył i walki ustawać zaczęły damy werdykt swój ogłosiły i faworytem swoim wybrały niejakiego Kłajpede z Fortisu, okrutnego i straszliwego rycerza, który siłą i odwagą dowiódł męstwa w każdej z turniejowych walk. Pan Gotard jednak również doceniony został, gdyż to w jego poczcie znalazł się herold który najbardziej do serc niewieścich trafił. A chociaż złe języki jadem żmij ociekające mówiły, iż to prezenty jakie z Prus dla klejnotu kobiecego piękna na ziemi czerskiej Gotard rozkazał sprowadzić przychylność dam mu, i że to dzięki nim herold Służewski nagrodę i zaszczyt wielki otrzymał, to przecież wszyscy pobożni i uczciwi ludzie wiedzą, że niewinność niewieścia i szlachetności serc owych dam jedynie klejnotami wyrwanymi wrogom okrasić można było, wszak wszystkie nawet największe bogactwa i skarby tego świata bladły i blask swój traciły w bliskości wyjątkowej urody i przecudnych przymiotów niewiast w Loży Dam zasiadających.

Podczas uczt, które co wieczór Książę w zamkowych komnatach wydawał o zbliżającej się wyprawie rozmowy toczono i prześcigano się w zapewnieniach i przysięgach kto męstwem większym w polu się wykaże, kto znaczniejszych jeńców weźmie, a kto ze strachu wstydem się okryje.

Nikt jednak przewidzieć nie mógł, że pośród zabaw, swawoli i toastów gęsto wznoszonych za zdrowie Księcia i pomyślność wyprawy tak szybko łyżka dziegciu do tej beczki miodu dołożona zostanie.

Spór, bowiem powstał o kobietę, a konkretnie o praczkę z Czerskiego zamku, która to swe usługi jednemu, to drugiemu rycerzowi ochoczo proponowała. Pech chciał jednak, iż obydwaj oni spotkali się przy strumieniu i gdy w konkury chcieli iść spostrzegli się jednocześnie i gniew wielki oraz duma urażona górę w nich wzięła nad rycerskimi cnotami. Obrażać się słownie i gestami wszelakimi poczęli, a że każdy z nich świata kawał poznał najprzeróżniejsze i najbardziej wyszukane obelgi i potwarze na siebie wzajemnie wyrzucali.

Gdyby rzecz się miała między prostymi zbrojnymi to i by sprawa po kościach się rozeszła, ale że każdy z adwersarzy szlachetnym urodzeniem się chełpił jedynie ubita ziemia błoniach Czerskiego zamku mogła rozstrzygnąć przy kim racja i czyj honor większy. Śmiech by w nas wszystkich nadal mógł wzbierać i ujścia swego szukać w żartach i krotochwilach gdyby sprawa owa kręgów nie zatoczyła coraz to większych i wkrótce całe obozy i znaki po stronie jednego bądź też drugiego z możnych Panów stanęły.

I gdy się już słońce do snu chyliło a świat w ciemności się pogrążał wyszły dwie grupy zbrojne, które popierały rycerza i jego sprawę oraz wesprzeć postanowiły swym zbrojnym ramieniem jego pretensje.

Na szczęście sługa Gotarda Dziebor, który walecznością i zapałem się już wykazać zdołał w lekkozbrojnych potyczkach grupowych z lampionem przybył na pole bitwy by rozjaśnić nieco istotę sprawy. Okazało się przeto, że praczka owa nie tylko urody jest nikłej ale i garb posiada, oko jej jedno ślepe oraz kurzajek ma na nosie co najmniej pięć. Szpetna zatem się okazała i dla wszystkich jasnym się stało, że czary to tylko i uroki sprawiły na pobożnych rycerzy przez sługę diabła rzucone, że dwaj obrońcy wiary i rycerskich cnót o tę wszetecznice poróżnić się mogli.

Szkoda tylko wielka, się stała, że do czterech starć doszło nim Dziebor sytuacje całą naświetlić zdołał lecz może to i lepiej. Wszak wojsko wyszumieć się musi, a nic tak umysłu nie oczyszcza jak dobra walka i trochę krwi przelanej.

Dnia następnego chorągwie zaczęto formować i wyprawa nasza kierunek obrała na północno-wschodnie ziemie z Mazowszem sąsiadujące.

Siły nasze są wielkie, a Boża prawda przy nas. Jeśli więc taka będzie wola Pana na Wysokości powrócimy z niej zwycięzcami zasobni w sławę i bogactwo jakiego tylko możnym Książętom, Kniaziom i Jarlom dane było do dnia dzisiejszego posiąść.

Prowadzi nas wszak Słońce Mazowsza, obrońca Wiary, zwierciadło szlachetności. Pan na Czersku i okolicznych ziemiach – senior Rycerza Gotarda, którego imię wykrzykuje teraz nie dziesięć, nie sto a tysiąc i więcej gardeł, a imię jego – KONRAD. KONRAD, KONRAD, KONRAD!!!! W nim nadzieja na pomyślność – przy nim wiara w zwycięstwo.

Ruszamy. W imię Boga i dla Konrada.

Spisane ręką rycerza i przybocznego Komesa Gotarda, Łukasza



Polski English