Draconia On-Line

La Geste de Gotard de Sluzew: V. Turniej na zamku w Czersku roku 2011

Rok jedenasty, nowego tysiąclecia, rozpoczął się od najsroższej zimy jaką najstarsi mieszkańcy Mazowsza pamiętać mieli w swym życiu. Żywność której w tej urodzajnej przecież krainie nigdy nie brakowało, zaczęła znikać szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać, a mróz długo trzymał więc trudno było nawet o rośliny, że o zwierzu grubszym nie wspomnę. Gdyby nie szczodrość Księcia Konrada który to własne spichlerze otworzyć kazał i ziarno wydawał głodującym swym poddanym, niewielu by do pierwszych dni wiosny dotrwało. I kiedy już wydawać by się mogło że z ustąpieniem mrozów okrutnych, powróci szczęście i życie na Mazowiecką ziemie, kolejne wieści zabrały wszystkim mieszkańcom książęcych ziem spokój.

Pierwsze wszak wieści dotarły do nas przed zimowymi miesiącami, a liczba ich ze zbliżającą się odwilżą rosła. Powiadali ludzie że w dalekich stepach na wschodzie dziać się coś zaczęło, bo kupcy nie wracają z wypraw najdalszych a coraz więcej karawan przepada bez śladu. Podobno książęta Ruscy szykować się zaczęli by ze zbrojnymi drużynami zadbać o spokój na swych wschodnich rubieżach. Mówiono że po pierwszych zbiorach, wyprawy ruszyć mają w nowym już roku, co by bardziej zabezpieczyć wojsko w długiej podróży i o ziarno oraz mięsiwo zapasu uzupełnić. Czas pokaże co też za horyzontem kryć się może i jaką tajemnice skrywają stepy i równiny wschodu.

Do uszu komesa Gotarda również wieści dotarły istotne szalenie, gdyż zmarł książę Leszek, przez współczesnych sobie zwany Białym. Wdowa po nim, księżna Grzymisława, urodziła syna - Bolesława. Nasz pan, Książę Konrad, któremu nad wyraz leży na sercu szczęście bliźnich, postanawia nie szczędząc czasu i majątku otoczyć wdowę swoja opieką, aby życia i zdrowia dziecka jej bronić i przed zawistnikami żądnymi władzy osłonić, bowiem opieka nad małoletnim Bolesławem, oznaczała w owym czasie tytuł regenta i na oścież otwierała drogę do władzy.

Jeśli dodać do tego, że i Prusowie, co na pograniczu Gotardowych ziem często się zjawiali, teraz przez zimę ciężką jeszcze bardziej nasilili swe grabieże, widzicie bracia i siostry, że rok ten nie zaczął się dla nas najpomyślniej.

Tym większa był radość naszego pana Gotarda i nas mu podległych, gdy posłaniec przybył z Czerskiej warowni i wieści przyniósł iż książę Konrad do siedziby swej pana naszego wzywa aby razem z panem Krzyśkiem z Łomżyńca, radą mu służył i wsparciem, bowiem Henryk Brodaty w zuchwałych i butnych pismach do Księcia Konrada, zażądał wydania w jego ręce pogrążonej w bólu księżnej Grzymisławy oraz młodego Bolesława - twierdzi on bowiem iż to jego powinność nad wdową po krewnym się zająć. Książę Konrad jednak widząc iż chytry to jedynie sposób aby na władzy i potędze swe łapy położyć, z godności należną swemu stanowi odpowiedział iż od swego chrześcijańskiego obowiązku nie odstąpi, i potrzebującej jego wsparcia i opieki nie opuści. Zaczęliśmy więc do wymarszu przygotowania.

Przodem Pan Gotard wysłał swego zaufanego rycerza, pana Łukasz który na Czerski zamek miał się udać z forpocztą i przygotować wszytko na przybycie głównego orszaku. Tak tez się stało i gdy Pan na Służewie, dotarł Wisłę gdzie na wzgórzu warownia Czerska na polami i lasami górowała, dostrzegł iż na błoniach zamku pośród innych znaków rycerskich które obozy ustawiły, również i jego znak już ma miejsce najpierwsze z pierwszych.

Nim zdążył pył z podróży szaty naszego Pana, opaść na ziemie, już służba księcia Konrada do sali wielkiej w zamku prosiła - tak śpieszno było by radzić w obliczu zagrożenia. A zagrożeniem tym nie kto inny miał się okazać, jak Henryk Brodaty który liczne rycerstwo świeckie przekupił i pod swoje znaki ściągnął na Czersk ruszając. Co więcej pewności nie było czy pośród tych, którzy dotąd wierność i swe miecze w bitwie Panu Czerskiemu przysięgali, zdrajców nie ma. Gorzka to była rada, lecz co począć w obliczu tak wielkich zagrożeń.

Wiadomo jednak nie od wczoraj jak tęga głowę ma Książę Konrad, oraz jak chytrze przeciwnika podejść potrafi. Wymyślił on na sam przód że turniej ogłosi skoro tylu rycerzy pod zamek przybyło i pod pozorem zabaw i uciech w stan najwyższej gotowości hufce swe postawi, wrzawy i zamieszania nie wzbudzając. Tym samy zaskoczenia nagłym atakiem uniknie a i mir wśród swych poddanych umocni, gdyż jak wiadomo, rycerze i pocztowi cenią wielce te formę ćwiczeń jako okazje aby nie tylko sławę zdobyć lecz i majtku się dorobić okup od pokonanych uzyskując.

Tak się tez stało i na rozkaz Księcia przez dwa dni pełne rycerze tak zakonni, którzy na wezwanie naszego Seniora przybyli, jak i świecy poddani Księcia, dowodzili swego męstwa i kunsztu ogromnego w walkach niezliczonych i licznych konkurencjach. Konno, pieszo i w miotaniu włócznią oraz strzelaniu z łuku. Każdą możliwą bronią, oraz bez użycia oręża potykały się kolejne znaki w turniejowym polu, a fortuny przechodziły z rąk do rąk. Zaskoczeniem jednakowoż nie to było iż męstwem i walecznością poczet pana Gotarda się wykazał w szranki stając, bo to wszak rzecz już oczywista - lecz to, iż jeden z Kniaziów tereny litewskie zamieszkujący, przybywając na to spotkanie możnych Mazowsza, nie tylko potwierdził swa wierność Księciu Konradowi, ale tez niebywałego kunsztu w walce dowiódł, co szczery i zasłużony zachwyt u wszystkich widzów wywołało, bo sprawność jego w pieszych starciach niepodległa żadnym wątpliwością - dlatego on to pojedynki wszelkie wygrał. A zwał się ów kniaź, Sławomir lecz jego druhowie i pocztowi, Sławkiem go zwali czego on im za złe nie miał ,a nawet szczerym uśmiechem obdarzał gdy imię te wypowiadali.

Nic jednak nie trwa wiecznie, a żadne szczęście nie może być w doczesnym życiu udziałem śmiertelnika na wieczność. Dlatego też jak grom z nieba, do uszu naszych wieści się przedarły że chociaż Henryka Brodatego hufce już dzień drogi od Czerskich błoni stoją, Pana Gotarda słudzy przybyli prosząc by wracał jak najśpieszniej z drużyną gdyż na gród jego ogromna kupa głodnej dziczy napadła i olbrzymie tereny spustoszyła - siły które w obrębie grodu były za szczupłe się okazały i po klęsce jaką w obronie wsi najbliższej poniosły, niedobitki za murami się skryły. Gdyby nie Wolny kmieć saski Johanes, Hansem zwany, obrony sprawnej i zmyślniej nie uszykował dowodząc chłopstwem i piechotą z walki ocalałą, kto wie co by się stać mogło z siedzibą naszego Komesa. Cóż z tego jednak, gdy obrońcy niczym w pułapce osaczeni, bo zapasów jeszcze nie uczynili dostatecznych po wyruszeniu wyprawy, ostatkiem sił ataki odpierają i koniec ich rychłym się zdaje jeśli pomoc nie przybędzie.

W rozterce się wielkiej pan Gotard znalazł i chociaż serce w nim rwało się by rodowe posiadłości piersią własną i mieczem osłonic, nie mógł wszak księcia Konrada zostawić. I znowu Książę Pan, dał dowód że umysł jego lotnością i przebiegłością, góruje na innymi Panami w tym świecie i na tej ziemi. Umyślił on bowiem, aby wojska do bitwy jak najszybciej uszykować i tym samym sprowokować najeźdźcę do ataku - jawiła się bowiem szansa że w pierwszym uderzeniu uda się siły nacierająca na zamek złamać lub chociaż skutecznie zniechęcić. To właśnie dałoby naszemu Komesowi czas, aby przebić się przez wojska agresorów i po uczynieniu im strat jak największych, do Służewa pośpieszyć, a po grodu odbiciu z większymi siłami pod Czersk wrócić i za pleców armii oblegającej zamek wyskoczyć niczym ryś, jeśli oczywiście do oblężenia by doszło.

Taj też uczyniliśmy i łącząc na czas bitwy siły z tym z czym przybył do Czerska pan Krzyśko z Łomżyńca, do walki ruszyliśmy. Nie zliczę ile razy, dzierżąc w dłoniach ułomki włóczni i dobywając kolejny oręż przy koniach zawieszony lub przy pasach dodany, do walki wracaliśmy. Tak długo to czyniliśmy póty nikt kto na Konrada, Księcia naszego rękę podniósł, z pola bitwy zniesiony nie został lub o własnych siłach uszedł. A gdy tylko w tabory najeźdźcy uciekli, tedy i my aby nie pokazywać iż do zamku nie wracamy, w lasy skoczyliśmy i czym prędzej do Służewa popędziliśmy by obrońców grodu naszego wspomóc. By jednak fortel nasz nie został zauważony w Czersku pan Łukasz z Kozłowa został aby z kilkoma przybocznymi i chorągwią mniejszą domu, zamieszanie czynić, jak gdyby Komes Gotard wciąż na zamku gościł.

Jeśli po przeczytaniu tego co nam się wydarzyło w gościnnych i serdecznych murach Czerskiego zamku, chciałbyś raz jeszcze poczuć to co i my poczuliśmy zapisując te słowa na kartach naszej kroniki, zajrzyj proszę na karty gdzie najznamienitsi z zakonników z pobliskiego klasztoru, umieścili ryciny wyobrażające to co przeżyliśmy służąc w poczcie Rycerza Gotarda ze Służewa, młota na Prusinów, obrońce wiary, znawcy serc niewieścich.



Pan Łukasz z Kozłowa
Komesa Gotarda przyboczny



Polski English