Draconia On-Line

La Geste de Gotard de Sluzew: IV. Turniej na zamku w Czersku roku 2010

Maj, dziesiątego roku, nowego tysiąclecia zapowiadał się słonecznie i pięknie. Wyjątkowy miał być to zresztą czas, gdyż w pierwszych dniach maja, Książe Konrad Mazowiecki wydać miał wielką ucztę na swym zamku w Czersku, podczas której pojąć miał za żonę piękną i pełną wszelkich cnót, księżniczkę Agafię. Posłał zatem do wasali swych Książe Konrad zaproszenia, w których wzywał ich do siebie, aby razem z nim radowali się w tej doniosłej dla niego chwili. Nie mogło wśród zaproszonych na dwór Książęcy zabraknąć również i naszego komesa, Gotarda ze Służewa, który jako obrońca i defensor wiary chrześcijańskiej od północnego wschodu ziemie mazowiecką zbrojnym kordonem zabezpieczał. A że w latach ostatnich wiele wypraw odbył ze swym druhem i towarzyszem rycerzem Krzyśkiem z Łomżyńca przeto wspólnie na wezwanie swego władcy do Czerska z pocztami swymi ruszyli.

Szlak do Czerska wielce był niespokojny ale bowiem już od przednówka głodne hordy Prusów i Jaćwingów, nawet aż do serca Mazowsza zapuszczać się próbowały, w czym jak najusilniej przesadzały im zbrojne zastępy Księcia Konrada. Na szczęście jednak dzięki przygotowaniom do zaślubin w najbliższych okolicach Czerskiej twierdzy, było nad wyraz spokojnie.

Komes Gotard wysforował się na przód swego orszaku, aby jak najszybciej ze swymi przyjaciółmi ze Smoczej Kompani się zobaczyć – wszak od pewnego czasu to oni właśnie stanowili osobistą drużynę Księcia Konrada, jako że większych rębajłów i bardziej skorych do zabawy opojów próżno by po gościńcach i karczmach Mazowsza szukać.

Nim słońce zaszło ostatniego dnia kwietnia, już nieopodal zamku obozem stanęliśmy aby w zabawach rycerskich uczestniczyć, które nie tylko na błoniach ale i w samej warowni planowane były. A że wieczór i noc były nam wielce przyjazne tedy z panem naszym poczęliśmy innych rycerzy i ich drużyny odwiedzać, wszak nie często jest taka okazja by w jednym miejscu zebrał się kwiat rycerstwa tej części świata. Jedne co nam nastrój radosny psuło to istne mrowie rycerzy z pod znaku krzyża którzy tłumnie stawili się w Czersku. Podobno wspierali oni jednego z biskupów który to naciski jakoweś czynił na Księcia Konrada, a inni znowu szeptali że to zaciężne hufce jakiegoś możnego pana z Mazowsza co córkę za Pana naszego wydać chciał, a jako że Książe nasz ze wschodu małżonkę wybrał - rycerz ów będzie chciał zadośćuczynienie otrzymać i praw swej córki dochodzić. Nie wiem czy prawdę można dawać tym szeptom i żartom, co nad trzaskającymi płomieniami ognisk czyniono, ale jeśli prawdę chociaż dziesiąte słowo niosło, to Książę Konrad bardzo pośredniej urody panią dla Księżniczki Agafii porzucił, a i "lotność" jej umysłu zapewne nie była Księciu miła - powiadali bowiem, że z brakiem urody brak rozumu idzie u niej w parze. Nie mnie jednak, prostemu rycerzowi na służbie Komesa Gotarda, rozprawić o planach wielkich panów tego świata.

Pierwszy dzień turnieju na Czerskiej ziemi, obfitował w wiele doniosłych i bohaterskich czynów, które zapewne zapełnia strony nie jednej z osobistych kronik. Potykaliśmy się z gośćmi Księcia którzy ze wszystkich dzielnic piastowskich przybyli. Zapewne złotymi zgłoskami w historii rycerskości zapisane zostanie jak Komes nasz, Gotard widząc iż druh jego i kompan szczery pan Krzyśko z Łomżyńca biedzi się nad rozbiciem orzecha, sam nie zważając na nic za miecz chwycił i najsprawniejszym ze wszystkich ramion, ciął w powietrzu upartą skorupę, co ta - widząc kto na nią rękę podnosi - natychmiast, nim ostrze dotknąć jej zdołało na dwie równe połówki się rozstąpiła i upadła do stóp naszego komesa, jako Morze Czerwone się rozstąpiło pod stopami proroka w Piśmie Świętym.

Kiedy już słońce chyliło swą tarczę aby skryć się za horyzontem, zagrzmiały trąby obwieszczające wszystkim w okolicy, iż księżna Agafia jest już w zamku i czas zacząć przygotowywać się do uroczystości zaślubin. Z wprawą godną najsprawniejszych i najbardziej odbytych z wojennym rzemiosłem rycerzy, uszykowaliśmy się bojowo i z całym orężem naszym udaliśmy się na zamek, aby hołd naszemu Księciu i żonie jego złożyć, kiedy tylko znak otrzymamy, a że godzi się aby w tak doniosłej chwili pamiętać skąd się pochodzi oraz jakie miejsce zajmuje się w porządku świata, przeto na czele chorągwi naszej postępował Pan Gotard i Pan Krzyśko a za nimi ich drużyny w szykach bojowych, to jest ciężko i lekko zbrojni, wedle starszeństwa i pozycji swej.

A kiedy już słowa przysięgi między małżonkami padły i kapelan Księcia Konrada pobłogosławić miał młodej parze, na dziedziniec z krzykiem wielkim i wrzawą przeogromną wtargnął jakowyś rycerz, którego znaków jednak mimo próby przypomnienia nie znałem, a i herb jego obcym mi się wydał. Na wielkim jak kościół rumaku na przeciw zebranym weselnikom stanął i gniewne począł w strona Księcia oskarżenia rzucać. Wtedy to, okazało się że to owy rycerz mazowiecki, co to chciał aby jego córka stała się panią na zamku w Czersku, a teraz gdy inną panią obok Księcia na tronie obaczył przybył aby praw swych jakowyś dochodzić.

Zaraz też okazać się miało po co się zebrali ci wszyscy zakonni rycerze przy Czerskim zamku. Nim ktokolwiek zdołałby pacierz zmówić, karne grupy zakonników, skrytych za wielkimi tarczami otworzyły linie na podobieństwo i wzór ściany z której tylko tu i ówdzie wyglądały oczy nie skryte do końca pod żelaznymi hełmami. Nie mogło być inaczej - bój straszliwy rozgorzał. Jako iż Książę Konrad nie był w stanie rzuconego pospiesznie wyzwania przyjąć własną osobą, w zastępstwie jego do walki chorągwie nasze poprowadził Pan Michał z Opaczy, wielki wojownik co - jak wieść niesie - ogromną pasję on znajduje w rozkoszach alkowy i nowinki wszelakie wprowadza do łoża swego, z czego już włosy mu przerzedziły się znacznie, gdyż wielkie jest w tych arkanach jego poświęcenie, i determinacja aby najlepszym być z najlepszych. Chyba tylko bitwy i ucztowanie oraz muzyka, wyżej są przez niego stawiane, że o wierze i płynącej z niej religijnego uniesienia nie wspomnę. Zaraz po tym, jak Pan Michał z Opaczy ostrze swe skrzyżował w pierwszym starciu z przeciwnikiem zwarły się również zastępy rycerze z obydwu stron. Nikt nie miał dla wroga litości, ale i nikt o tę litość prosić nie zamierzał. Do ostatniego żywego wroga wycinaliśmy zastępy sprzedajnych zakonników, dopóki za ich plecami nie pozostał tylko zamkowy mur a ciała ich leżały gęsto niczym kłosy ściętego zboża podczas żniw. Zaraz też gdy ostatni ze sprzymierzeńców agresora upadł na ziemie, w niebo wzbiły się okrzyki setek gardeł "NIECH ŻYJE SŁOŃCE MAZOWSZA" i "CHWAŁA KSIĘCIU KONRADOWI" oraz okrzyk jego drużyny "KONRAAAAAD".

Tak oto rozpoczęliśmy świętowanie zaślubin Księcia Konrada z Księżną Agafią, na zamku w Czersku. Następne dni przyniosły nam jeszcze więcej zabaw, że tylko wspomnę o biegu rycerskim, co dla uciechy dam odbywaliśmy oraz ćwiczeniom Drużyny Książęcej która nie bez przyczyny jest najsławniejsza pośród Mazowieckiego rycerstwa.

A gdybyś chciał przyjacielu po lekturze słów mych poczuć jak to było kiedyśmy u boku Księcia Konrada stawali i toasty jego na biesiadach wznosili, zerknij proszę łaskawym okiem na miniatury poczynione na kartach naszych kronik, gdzie wszelkich starań dokładaliśmy aby jak najwierniej oddać obrazem to co przeżyliśmy i to co w naszej pamięci zachowało się do dzisiaj. I tak jako skromny kronikarz pisze i ja te słowa, aby jako ślad po życiu i czynach najwspanialszego i najmężniejszego z rycerzy ziemi Mazowsza, Gotarda ze Służewia, w pamięci potomnych pozostał.



Pan Łukasz z Kozłowa
Komesa Gotarda przyboczny



Polski English