Draconia On-Line

La Geste de Gotard de Sluzew: III. Turniej na zamku w Iłży roku 2008

Maj ósmego roku, nowego tysiąclecia zapowiadał się pochmurno i deszczowo. Na czas ten jednak nie lękając się aury Piotr zwany Waskiem zaproszenie swe przysłał do druha swego i przyjaciela Gotarda ze Służewa, aby ten z orszakiem swym do miasta jego na turniej ściągnął. Oczekiwano iż pod koniec kwietnia posłańcy, jak w minionych latach, teraz również z zaproszeniem przybędą - jednak to co dołączone było do pism tych, nie spodziewaliśmy się przeczytać. Jakież było wszak zaskoczenie nasze, kiedyśmy dowiedzieli się że oto nasz Komes ma objąć komendę, podczas tego turnieju nad jednym z hufców wschodnich, które stworzone z rycerzy przybywających do pana Piotra zostaną. Wielka wszak była mądrość pana Piotra. Wiedział on że Pan nasz doświadczony jest wielce w walce oraz kontaktach z naszymi sąsiadami ze wschodu czy nawet z południa gdzie potężne sanockie twierdze trwały opierając się wszelkiej agresji.

Nim tydzień minął wozy ruszyły na południe, aby przed Komesem już na miejsce turnieju dotrzeć. Postanowione również zostało że oto przodem Ja z ludźmi swymi pojadę aby drogę zabezpieczyć i miejsce dla Pana Gotarda przygotować. Po czym odprawię ich na ziemie swe postanowiłem, co by pod nieobecność pana na Służewie, pilnowali czy się aby kto zbrojnym wypadem pod grody jego nie wypuszcza. Walki na granicach północnych i wschodnich nie pozwoliły na sformowanie godniejszego pocztu i tak w towarzystwie swych najbardziej wiernych i najpewniejszych ludzi, wyruszył nasz Komes na ziemie swego druha i przyjaciela. Czas podróży upłynął w spokoju i gdyby nie liczyć niewielkiej potyczki pod Radomskim Grodem, z grupą zbirów co na wozy napaść chcieli, ciekawego nic by miejsca nie miało. Gdy już czwartek nastał w podróży do Iłży pan Gotard poprosił drużynnika swego Łukasza z Kozłowa aby ten z przybocznymi swymi poprzedzał go przed wjazdem na zamkowe błonie i przygotował właściwe jego randze powitanie. Tak więc się stało i grupa zbrojnych na czele z Komornikiem czasu nie tracąc pogalopowała do miasta, którego potężne wieże już widać było na horyzoncie od wczesnego poranka

U stóp zamku istne miasto lub coś na kształt obozu warownego powstało kiedy się namioty gości wszystkich rozłożyły. Nie zabrakło tu zakonników z wypraw powracających i rycerzy spod granicy cesarskiej a i spod Krakowa pokaźny hufiec przybył. Gwarno tam było ponad wszelką miarę i gdyby nie sława Komesa Gotarda trudno byłoby nam się było przez łąki i pola przecisnąć, bo nawet tam namioty rycerzy i służby rozstawione były.

Kiedy więc słońce powoli zachodziło obserwować wszyscy mogli jak wielki rycerz ze swymi ludźmi się w Iłży stawił i że swoja własną osobą turniej ten uświetnić postanowił. Niestety! Sprawdziły się słowa starszych we wsiach, którzy deszcze i niepogodę przewidzieli. Tak się właśnie stało. Ziemia rozmiękła w sposób taki że niepodobna konia było przeprowadzić, że o człowieku nie wspomnę. Myliłby się jednak ten, kto uważa że panowie Rycerze obawiali się deszczy i zimna. Na wyścigi na plac turniejowy przybywali aby tak swoje męstwo jak i urodę dam swoich poprzeć – orężem własnym lub swoich pocztów.

Tako więc i pan Gotard na plac turniejowy się szykował wyruszyć, aby dowieść niedowiarkom, że nie bez powodu zwany jest Młotem na Prusów, kiedy to przyszli do niego słudzy Piotra zwanego Waskiem i poprosili go by pozostał ze swymi ludźmi w hufcu Porok. Wielce to rozgniewało naszego Pana, jednak nim sprawiedliwość mieczem wymierzać zaczął, usłyszał słowa sługi najstarszego z pośród tych co z wieściami do nas przyszli, że prośba pana Piotra podyktowana została jedynie troską o porządek w obozie i faktem, że nikt nawet nieśmiałby na ziemi ubitej imienia pana Gotarda obrażać i lżyć. Wysłuchawszy więc tych wyjaśnień wydano stosowne rozkazy i cały poczet rozbrajać się zaczął i do służby patrolowej i wartowniczej rozesłany został – przy swoim boku zostawił tylko Komes nasz dwóch swych wiernych rycerzy – Pana Rodeberta oraz Mnie, którzy razem z nim udali się z wizytą do co znaczniejszych przedstawicieli braci rycerskiej.

I tak na odnawianiu starych przyjaźni i zawiązywaniu nowych wieczory nam mijały, a w trakcie dnia obserwować mogliśmy zmagania co bardziej walecznych wojowników, którzy na turniejowych arenach męstwa swego dowodzili i imię swe w pamięci ludzkiej ostrzem mieczy wycinali. A kiedy ostatnia noc na błoniach Iłżeckiego zamku nastała na wielką i wspaniałą ucztę wszystkich możnych zaproszono, a i dla służby jadła z pańskiego stołu nie zabrakło. Największe jednak wrażenia na wszystkich gościach pan Piotra niewątpliwe zrobił pokaz fajerwerków które podobno z dalekiego wschodu przybyły specjalnie na prośbę pana na Iłżeckiej warowni.

Kiedyśmy już do siebie doszli po trudach biesiady z samego rana kurierzy ze Służewa przybyli z listami iż silna grupa Prusów granice nasze przekroczyła i pali oraz rabuje wszystkie wioski na swej drodze. Niepodobnym było więc dłużej bawić w gościnie u naszego zacnego gospodarza i nim słońce w najwyższym swym punkcie stanęło, tabor stał już gotowy do drogi a zbrojni pachołkowie z włóczniami i tarczami stali w szykach marszowych.

I tak po szybkim acz serdecznym pożegnaniu ruszyliśmy z Komesem Gotardem do ziem naszych które widać bez stałej opieki zbyt łatwym łupem się naszym wrogom wydają. Piękne w sercach naszych wspomnienia zostawimy z turnieju w Iłży i czekać będziemy za rok posłańców którzy od Piotra zwanego Waskiem listy zapewne przywiozą.

Pan Łukasz z Kozłowa
Komesa Gotarda przyboczny i Komornik



Polski English