Draconia On-Line

Powieść Dracońska: Roku 2007, III. Przeznaczenie

Gdy środek lata nastał nad ziemią Wszebora ów jak obyczaj każe rzekł: "czas namioty stawiać na błoniach a ucztę ku szczęśliwości ludu dalszej czynić". Tak też się w zgodzie z tradycją stało. Wolni poddani Księcia ze wszech stron jego dziedziny przybyli i w kręgu stanęli, a każdy z włócznią i tarczą. Przysięgi na nowo odebrał i Roki sprawował między nimi i niewolnymi poddanymi swemi. Wolnością też darował półwolnego Ciecha z Brochowskich a za nim półwolnymi uczynił smardów wiele, jak to Boruta swego, Hazine i Jakuba z Brochowskich, Osk i Izbora z Osterskich a z Kozłowskich Jawora grajka. A do tego Izbora naznaczył na dziesiętnika tarczowników swoich aby ten Wojewodzie w ich ćwiczeniu pomagał i pieczę nad nimi miał. Uczta zaś była sutą i obfitą i wiele na niej jadła wszelkiego i napitku było. A gdy niebo sie zaciągnęło i pioruny bić zaczęły w podzięce za zaszczyty przy wtórze grzmotów tak Księciu Izbor zaśpiewał:

1
Świt nad światem
Dux śni znużon
Sen o sławie
Sen o mocy
Grzmi gdzieś burza
W grodzie spokój
choć wilk warczy
a wiatr dmie.

2
Wśród wrzosów
na wzgórzu
Gdzie głazy
gdzie dęby
Głos gromki znikąd
Głos cichy dokoła
Drzewa to, czy duchy?
za daleko by rzec.

3
Szepczą szeleszcząc
i szemrając liście:
Tobie krew, Książę
krwawa klinga tnie
Skrzypi dąb stary
Tyś śmiercią, o śmiały
Drzewa to, czy duchy?
za daleko by rzec.

4
I wyje wiatr
w koronach drzew
Jam jest słońcem
Jam księżycem
Mnie masz słuchać
mnie wysławiać
Drzewa to, czy duchy?
za daleko by rzec.

5
Wszystko wokół krzyczy
Zewsząd głos wielki
Słuchaj słów moich!
Staniesz się największym!
Pójdziesz na podbój
Pokaż swą wartość.
Drzewa to, czy duchy?
Za daleko by rzec...

6
Weź swych wojów
na wędrówkę
W dzikie dziedziny
dzierżąc włócznie
Szansy swej szukaj
i szczęścia szukaj
Gdzie grody bogate
I ludu gromady

7
I moment minął
mrugnięcie ledwie
Otwiera Dux oczy
obok studni stoi
Dokoła drużyna
Sami dobrzy woje
Walczyć wychodzimy!
Skwarowita wola.

8
I wziął Dux wojów
walecznych wielu
Dejrisa i Michała
dostojnych wielmożów.
Lothara, Orela
i Dara z drużyny
Ciechowi i Kolyi
Kazał iść ze sobą

9
Przemysława co praży
i nie patrzy kogo
Chytrego Boruta
Co chętny do boju
Jakuba, Jawora,
Strzeżymira, Sambora,
Sulibora co strzela
z łuku jak Saracen

10
Czarnego wziął wreszcie
wedle swojej woli
I wziął Falibora
Izbora i innych
By armią mu byli
Bez trwogi i lęku
Mocnych i mężnych
Na marsz w nieznane.

11
I ruszyli raźno
razem ramię w ramię
Szlakiem szerokim
Świtem szarym
Krok za krokiem
Ku chwale
Przez puszcze
Przez łąki

12
Mijali moczary
Mijali pagóry
Dłuży się droga
lecz duch nie maleje
Czternaście dni
I czarnych nocy
Aż doszli do celu
gród dumny nad rzeką

13
Potężna palisada
pomost opuszczony
Nikogo nie widać
Nie słychać nikogo
Lecz zanim zdołali
Zbliżyć się do bramy
Zaroiło się zewsząd
od zbrojnych wielu.

14
Oto i oni
Obrońców szeregi
Stoją jak skała
na swej ziemi
I nikt nie wejdzie
Kogo nie zechcą
Wzrok u nich wilczy
W dłoniach włócznie.

15
Na pole patrzy
Dux przed siebie
Szeregi szacuje
I szczęki zaciska
Bo setki stanęły
scalone tarczami
Trudna to sprawa
I trudne zadanie.

16
O zdanie zapytać
Bogów zatem trzeba
Niech prawdę powiedzą
przyszłość pokażą.
Więc wzniósł ręce
Wysoko nad głowę
I z głębi gardła
zakrzyknął głośno:

17
Serce swe wznosi
słuchać jest gotów
Sługa Twój skromny
Skwarowicie, panie,
Dajże nam dostrzec
co dotąd ukryte.
Zgon czy zwycięstwo
Zaprawdę, odpowiedz!

18
To rzekł, i rzucił
żetony drewniane
Trzykroć na tkaninę
trzymaną przez wielmożów
Tak też Skwarowit
odrzekł im po trzykroć
Z Wami zwycięstwo
A wrogom zguba!

19
Więc Dux rad wielce
Na głaz się wspiął
By dodać ducha
do bitwy zagrzać.
Mnogo nie mówił
Nie musiał przecie
Na koniec krzyknął
By każdy słyszał:

20
Hej, kto chwały
chce dziś zdobyć
Musi ze mną
Z mieczem w dłoni
Wpaść we wroga
niczym wicher
Śmierci śmiało
spojrzeć w ślepia!

21
Naprzód, najlepsi!
Nikt nas nie strzyma!
Kto gotów krew dziś
za Księcia przelać?
Dumo Draconii!
Ciosów deszcz Waszych
Spadnie na słabych
Swą siłę okażcie.

22
Runęli z rykiem
By śmierć rozdawać
Klin pierwszy Książę
krewki prowadzi
Wokół wielmoża
do walki pędzą
Wrogu waleczny
Dziś w pył upadniesz.

23
Huk i harmider
I pyłu chmura
Topór o tarczę
I miecz trze o miecz
Wrzaski i wycie
walka zaciekła
Lecz stoją syny
Księcia strzymali...

24
Nowe natarcie
Już na nich idzie
I znowu zewsząd
Bitwy zgiełk słychać
Słońce na stali
Czerwienią skryte
Lecz stoją syny
Księcia strzymali...

25
I sunie skrzydłem
Michał straszliwy
Z drugiego Dejris
Do bitwy idzie
Komornik z Księciem
Kroją w środku wroga
Pięść pancerna
powoli się ściska

26
Wróg wojowniczy
nie wytrwał naporu
Pierzcha w panice
poniechali bitwy
Włócznie wyrzucili
by im nie wadziły
Niewielu z nich
nocy doczeka.

27
Już nie stoją syny
Księcia nie strzymali
Ile sił śpieszą
do grodu za ścianę
Trup za trupem pada
i pękają tarcze
Widok to wspaniały
o zgubie już wiedzą!

28
Jeszcze przez jedną
chwilę jałową
Bramy chcą bronić
belki chwytają
Porażkę powstrzymać
Próżna nadzieja
Prze piechota
pod smokiem krwawym.

29
Płonie palisada
padają obrońcy
Nikt nie ocaleje
Życia nie uniesie
Wrogi leżą wokół
Martwi wszyscy
Jeden walczy jeszcze
Jak dzik zajadły.

30
Pokąsał już kilku
W kąt zapędzony
Sypią się skry
Gdy stalą wywija
Książę nie kontent
każe go ostawić
Sam naprzeciw stanę
By serce mu przebić!

31
W tył wojowie poszli
Koło wokół tworząc
Wielmoża we trzech
Wskazówki Księciu dają
Porady przekazują
by padł wróg bez zwłoki
Co stoi spokojnie
Prosto, bez strachu.

32
Panie proszę
po nogach tnij
Michał mówi
brwi marszcząc
Nie znam nikogo
Kto nie mając nogi
Bić się by umiał
Bieda na niego!

33
Panie proszę
pchnij go w ramię
doradza Dejris
dobrze radzę!
Nie znam nikogo
Kto ręki nie mając
Miecz mógłby unieść
Jego los marny!

34
Panie proszę
pozbaw go głowy
Lothar z lewej rzecze
Litości nie okaż!
Nie znam nikogo
Kto głowy nie mając
Potrafiłby powstać
Przekleństwo na niego!

35
Książę kiwa głową
Tarczę dać każe
Miecz bierze mocny
Mierzy go wzrokiem
I naraz naprzód
nagle niczym strzała
Uderza z uśmiechem
By usiec ostatniego

36
Zasłonić się zdążył
daremna zasłona
Pchnięty przez Duxa
Poleciał do tyłu
Na nogi staje
Na nogi nie stanie
Pchnięcie przebiło
pancerz i serce.

37
Wygraną wieści
wróg powalony!
Pierwszy pośród grodów
padł, lecz nie ostatni
Długa jeszcze droga
nim do celu dojdziem
Sam Skwarowit
siły nam doda!

38
Otworzył Dux oczy
ogląda się wokół
Na powałę patrzy
alkowę poznaje
Przejęty prawdziwym
snu przesłaniem
Z posłania powstaje
pełen zapału.

39
I już jadą
jeźdźcy po wsiach
Zbierają zbrojnych
z dworów i siół
Do drogi gotowa
drużyna staje
Najlepsi na świecie
na rozkaz gotowi

40
Smok na sztandarze
szkarłatny jak krew
Pod nim pancerni
przejdą po wrogu
Ku chwale Księcia
każdego zgniotą
Kto karku nie zegnie
w krwi da daninę

41
Świt nad światem
Dux już nie śni
Snu o sławie
Snu o mocy
Burza bokiem
nad bór poszła
Słońce wstaje
Sen się ziszcza...

Rad go Wszebor wysłuchał a i wszyscy poddani jego i gdy skończył cisza zapadła a wszyscy wizją napełnieni w ciszy ją przemyśliwali. I pochwalił Wszebor Izbora za wróżbę dobrą. A potem gdy niebo sie rozpogodziło na wieczór na błonia wszyscy oni wyszli na harce i do rzeki poszli by obmyć ciała na nowy czas który przed nimi się zaczynał. A potem do nocy późnej jeszcze głosy wesołe słychać za stołem było i świetowanie trwało aż do rana.



Polski English