Draconia On-Line

La Geste de Gotard de Sluzew: II. Turniej na zamku w Iłży roku 2007

Rok już niemal mijał od dnia, kiedy to na zaproszenie pana Piotra zwanego Waskiem braliśmy udział w turniejowych zmaganiach na błoniach Iłżeckiego zamku oraz w jego bliskiej okolicy. Rycerz Gotard ze Służewa spodziewał się więc na dniach posła i mieliśmy się już wkrótce przekonać jak słuszne były jego domysły. W połowie miesiąca kwietnia przybyli do nas gońcy którzy w sposób dworny wielce i uprzejmy zaproszenie złożyli na ręce pana Gotarda, w owym zaś piśmie wyraźnie napisane było że pan Piotr z Iłży i cała Smocza Kompania rada będzie wielce jeśli osoba tak sławetnego rycerza i obrońcy Mazowsza jak Gotard ze Służewa przybędzie z orszakiem swym na dziesiąty już turniej na Iłżeckim zamku . Do Iłży więc odpowiedź posłana została, że już spotkania się pan Gotard doczekać nie może i że ze zniecierpliwieniem oczekiwać będzie pierwszego widoku Iłżeckich wież jako znaku, że już jest na gościnnej i zasobnej ziemi Iłżeckiej.

Wielkie na Gotardowym dworze było poruszenie i podniecenie ogromne miało miejsce, że znów w gości do Smoczej Kompani wybierzemy się tłumnie. Niestety, figiel okrutny Pan na wysokościach spłatał nam, bo w chwili ostatniej cała armia najróżniejszej maści problemów wylęgać się zaczęła - skąd nie wiadomo. Nie takie jednak już przeciwności pana naszego pokonać chciały i zawsze sromotną klęskę zły los ponosił. I teraz tak się właśnie stało. Wyruszył zatem Gotard w drogę, a z nim ludzie jego i służba najniezbędniejsza. A w liczbie tych co się w orszaku znaleźli się Rycerza Gotarda byli : pani Marzena, pruski braniec rycerza Gotarda Borut, smard Jawor i smardka Hazine. Jak zawsze, i tym razem nasi gospodarze oczarowali nas przepychem jakiego próżno by szukać na innych ziemiach. Prawda jest jednak, że Iłża chodź spokojna dziś, jeszcze niedawno światkiem krwawych łaźni była. Piotr zwany Waskiem z biskupem krakowskim walczyć jest nieustannie zmuszony od co najmniej trzech lat, a i wcześniej na ziemiach tych spokoju przesadnego nie było, bo na zamku siedzieli raubritterzy łupiący okolicę całą i dopiero rycerz Piotr ich stamtąd przegonił. Teraz jednak spokojne dni znowu nastały i nie widać było póki co zwiastunów kolejnych wielkich konfliktów. Nastał czas turnieju.

Przybywszy pachołków zaraz pchnęliśmy do gospodarza aby potwierdzić przybycie Gotarda. Obóz służba sprawnie rozbiła by nocleg godny przygotować lecz tu Pan na Wysokościach miał dla nas jeszcze jeden figiel który przypomniał nam jak wielka jest moc i władza Jego. Pogoda! Ta okrutną nam sprawiła niespodziankę kiedy już niemal na progu wiosny będąc ponownie poczuliśmy lodowate dłonie zimy na swych ramionach. Szczęściem jednak mrozy ustąpiły szybko czyniąc całą wyprawę na nowo miłą i wygodną. Namioty nasze z obozami najznamienitszych przedstawicieli rycerstwa wschodniego w jednym hufcu stanęły. Uszanowawszy starszeństwo tych co pierwsi przed nami tereny te w posiadanie objęli na czas trwania zmagań turniejowych Komes Gotard zwierzchnictwo przyjął nad sobą i ludźmi swymi ze strony Niemira Kotowicza, który z Sanockiej ziemi z hufcami licznymi i drużyną pod zamkiem Iłżecki się stawił.

Turniej na błoniach Iłżeckiego zamku, tak sławny i znany się stał, że dziwić nie powinno że wojownicy ze stron kraju wszelkich się na nim pojawili, a i liczni goście z poza granic Mazowsza na zaproszenia rycerza Piotra odpowiedzieli. Powiewały więc nad obozem i placem chorągwie liczne rodów sławnych i panów bogatych. Znaków herbowych mrowie było a wszystkie potwierdzały sobą że znaczni to panowie i z wysokich rodów przybyli. Obok owych zaś dumnie łopotały sztandary, na których znać było krzyże najróżniejsze rycerzy zakonnych. Jedni na turniej w drodze do Ziemi Świętej przybyli, inni zaś z owej idąc by słowo Boże w ojczystym kraju głosić. Że owym miecz równie jest bliski co Święte Pisma Apostołów i droższy ponad wszystko widać było, bo też pośród strojnego rycerstwa siermiężnością się wyróżniali. Pokorne sługi Bożej Wojny w pogardzie mając przepych i strój świecki wojnie nie służący w przeszywanicach uwalanych kurzem dróg, potem i krwią saracena jeno chadzali do pojedynku i do stołu w jednym stroju zawsze stając. Zaś także i ze Wschodu szlachetni panowie zjechali, bo buńczuki i tamgi na drzewcach widoczne były. Owych choć niewielu sława ich wyprzedzała głośna, boć znani już w Iłży z potyczek wielu są i każdy wie tam jak wielka siła kryje się w ich ramionach i dłoniach kiedy broń w nich dzierżą.

Mimo jednak takiego mrowia świetnych gości dzień miał dla nas w zanadrzu nielichą niespodziankę. Gdy słońce w najwyższym swym punkcie stanęło piszczałki, śpiewy i harmider wszelaki z południa dochodzący oznajmił nam przybycie poselstwa Saracenów. Owych komes zwał się Nizar Abd al-Malik al-Asim a tym milsza wieść o jego przybyciu mi była, że dawniej już, podczas jednej z mych wypraw z listami od pana mego do możnych rycerzy z Czech i Moraw, spotkałem owego zacnego wojownika w drodze, gdyśmy w jednym miejscu na popas stanęli. Także i Nizar Abd al-Malik al-Asim mnie nie zapomniał, co wielką radość mi sprawiło. Zaprowadziłem go więc, przed oblicze pana Gotarda, bo pokłon i powitanie chciał mu złożyć kiedy tylko się dowiedział że cały orszak sławnego Obrońcy Mazowsza tu obozuje. Długo w obozie naszym przebywał i wiele się od niego nasz komes dowiedział. Aby przyjaźń miedzy wędrowcami z narodu Islamu, a nami przypieczętować Gotard gościa obdarował a także i z rewizytą do obozu jego z nami się wybrał gdzie go Saracen napitkiem zacnym podjął.

Konno i pieszo, z łukiem w ręku oraz z mieczem i tarczą, samowtór i samojeden potykali się rycerze co szczęścia turniejowego i sławy poszukiwali. Piękne to były zmagania, bo nawet pośród tych co czystą krwią się wykazać nie mogli honor i rycerskość wysoko stawiany był i nie jeden mógł powiedzieć po powrocie do ziem swych, że walczył i potykał się z najprzedniejszymi rębajłami jakich ziemia wydała z łona swego. Jeno panu naszemu Gotardowi choć pięknym to także i smutnym widok owych potyczek był, jako że sam udziału wziąć w nich nie mógł, a i nam nakazać musiał umiar bowiem choć sławy rycerskiej każdy z nas łaknie to życie nasze innej sprawie poświęcone jest, którą nad inne stawiać trzeba. Ziemie Gotarda po to poruczone mu zostały by Mazowsza przed wieczną wojną z pogany bronił, do czego zawsze ludzi za mało jest, przeto szafować ich życiem i zdrowiem pokorny rycerz Gotard nie śmie. Oglądaliśmy wiec starcia rycerzy na koniach, piliśmy wino i śmialiśmy się szczerze, bo to piękny czas kiedy o wojnie i krwi zapomnieć można, a miejsce ich jedynie pojedynki honorowe i starcia łuczników zajmują. Czas turnieju jako odpoczynek od naszego brzemienia przyjęliśmy ucztując wspólnie przez owe dni i wczasu zażywając.

Wkrótce jednak wojna upomniała się o nas i przyszło żegnać gospodarzy miłych. Pan Rodebert z małzonką i pocztem przybył bowiem z ziem Gotarda by jego powrót przyspieszyć, bowiem na granicach znów się niepokój zaczął i zaraz wyglądać trzeba było kolejnej z Prusami sprawy. Smutek nas objął przez chwil parę bośmy już prawie zapomnieli o tym co nam los na co dzień zapisał. Sami jednak drogę tę wybraliśmy i tak długo jak silna ręka i światły umysł komesa Gotarda prowadzić nas będą nie straszne są nam losu przeciwności, czy to w pogodzie czy w bitewnym zgiełku. Aby więc pamięć o naszej na Iłżeckim zamku wizycie nie zaginęła, spisuje te wydarzenia tak jak je widziałem i pamiętam.

Pan Łukasz z Kozłowa
Komesa Gotarda przyboczny i Komornik



Polski English