Draconia On-Line

Powieść Dracońska: Roku 2007, II. Wszebor idzie na Fjalenhelm

Na wiosnę roku tego gdy Wszebor spod Suraża wrócił w swoje dziedziny przybiegli doń posłowie z Winlandu i tak rzekli mu: "jarlowie nasi na Fjalenhelm idą by Zbigniewa złupić. Ziemie ma on dobre i bogate, ludu tam sporo i niewolnik dobry, chodź z nami a nie będziesz żałował." Tedy gdy marzec ku końcowi się zbliżał Wszebor wici do swoich posłał i poszli.

Książę Draconii nie był pewien, czy bogowie są z nim w tym dziele bo też już raz z Winlandem Fjalenhelm wziąć próbował aleć mimo, że wiele dokazali woje jego gród wytrzymał. Przyszedłszy tedy na ziemie Zbigniewa kazał sukna płachtę rozciągnąć białego i losy rzucał by mu Skwarowit objawił czyli na gród iść powinien. A tak o tym Izbor śpiewał:

Rzucił Dux przed bitwą losy na tkaninę
Przez możnych trzymaną, aby poznać przyszłość
Czy przychylne im Bogi, czy dadzą zwycięstwo
Czy też klęska im pisana, na nic zda się męstwo.

Bogi jednak nie skore do odpowiedzi były tego dnia a wróżby niejasne, zaczem Wszebor drużynę zapytał: "zali mam iść z wami gród ów dobywać czyli wrócić się skądeśmy przyszli?". A oni odpowiedzieli mu: "tyleśmy tu szli Panie! Bijmy ich, łupy bieżmy i do domu dopiero wracajmy!". I tak też uczynili.

Wodze Winlandu uszykowali plan bitwy zmyślnie wielce. Jeno wojska do jego wykonania mało było, bo ich zdradzili niektórzy co im pierwej sprzyjali i poszli do Zbigniewa. Przeto choć potężne i samo najlepsze wojsko pod Fjalenhelmem stanęło mało wojów było. Tym więcej jednak zajadle mury gryźć poczęli i długi a krwawy szturm to był. I wdarli się do grodu i tam Zbigniewowych nacięli bez liku aleć nie strzymali nawały obrońców, których wciąż i wciąż przybywało. Odstąpili przeto, a siły zebrawszy znów poszli. I znów bramę wzięli i ludzi ubili Zbigniewowi wielu lecz w końcu cofnąć się musieli. Zaczem pod grodem siły uporządkowawszy jarlowie odtrąbili odwrót. Lecz Zbigniew ufny w siłe swego wojska postanowił, że najeźdźcy nie da ujść spokojnie i za nim w pole ruszył. Lecz szczęście wojenne, jakie mu dotąd sprzyjało tu go opuściło bo nazbyt uwierzył w siły swoje słabe! Może Zbigniew myślał, że wróg pobity uchodzi i sie go ulęknie lecz zapomniał z kim ma sprawę... Przecz to wojów najlepszych Winland ze sobą wzioł na tę wyprawę i choć ciżba obrońców w grodzie zamknięta strzymała cudem ich napór to jednak w pole wystawiona inną zgoła stanowiła dla wroga przeszkodę. I tak zaraz się wojska Winlandzkie obróciły, bo głodne krwi wroga były i skore do bitwy. A przed wojska linią Wszebor chodził jakby za nic miał łuczników chmary Zbigniewowych i swoją drużynę do boju ustawiał. I posłał swego Wojewodę na czele aby złamał szyk wroga a ów poszedł i złamał go, w proch rozbił a gdzie przeszdł tam nikt na nogach nie ustał. A za klinem poszli wszyscy i Zbigniewa pobili i przepędzili jego wojska na cztery wiatry. A był tam wśród Draconii Izbor w tym boju i tak o nim śpiewał:

Trzasnęła w pół włócznia, ostrze z góry spada
Wojewoda kolejnego posłał w niebyt wroga
Tuż obok Komornik, cios na odlew zadał
Choć pękła buława, wróg na twarz upada.

Syci chwały woje pod wieczór w drodze stanęli i obóz rozbili. W nim też ucztę przyszykowano a Wszebor kazał namiot postawić i stoły zwyczajem Dracońskim bogato zastawić by nakarmić swoich wojów i przyjaciół wszelkich. I jarlowie Winlandzcy przyszli też do niego by świętować piękne w polu zwycięstwo, bo tęż choć grodu nie wzięli sława ich była bitewna! I radowali się i ucztowali długo a kto do Dracońskiego obozu przychodził podziwiał przepych jego i bogactwo Księcia. A był tam Izbor i tak o tym potem śpiewał:

Jarlowie i wodzowie, co do Księcia przyszli
by z nim wina wychylić, na przymierza znak
Na stół dostatni patrząc, na służbę i zbrojnych
Respekt czują wielki przed kimś możnym tak.



Polski English