Draconia On-Line

Powieść Dracońska: Roku 2007, I. Wszebor raz jeszcze bronić Suraża idzie

Niewiele czasu upłynęło od kiedy Wszebor z wyprawy do Suraża wrócił gdy znów Fenrir Gerdhardsson sługom biec do obozu Księcia kazał i wołać z poworotem do siebie. Banita Drago z Suraskiej warowni przepędzony gdy raz mu się jej wziąć nie udało w lasy poszedł a sił odzyskawszy znów na gród ruszył. Jako zaś że Wszebor Fenrira przyjaźnią darzył zaraz wojów zebrał co miał przy sobie i kazał na Suraż iść. I tak poszli z nim Drużyna jego oraz Osterscy.

Gdy w grodzie stanęli Wszebor swoich ustawił i resztę wojsk Fenrira obejrzał i wiedział zrazu, że gród bezpieczny jest. Bo z lasów okolicznych ledwie co wojska Dragowego wyszło i pewnym było, że choć duch w nich wilczy i zawziętość rosomaka to grodu nijak nie wezmą. A woje Wszebora między sobą mówili: "Szczęśliwy, kto dziś choć raz we wroga uderzy prawicą bo tłok wielki będzie u nas, a wroga mało".

I tak też się stało jako przewidzieli bo wróg ledwo pod bramę podejść zdołał ale sił nie miał by ją kruszyć. Wszebor tedy znudziwszy się czekaniem bramę otwierać swoim kazał i tak też uczynili. I poszli we wroga i mało który walki zażył. Drago jako wilk raz odpędzony zebrał się znów w lesie i jeszcze raz pod bramy podszedł ale siły nie miał i jej ruszyć nie mógł. I znów bramę otwarto i woje Fenrira na niego poszli i znów wygnietli od razu, że mało którzy bić się zdążyli.

A wtedy Fenrir zobaczył, że nie ma komu już grodu oblegać a ci co życie unieśli w las idą. Kazał więc za nimi iść i Wszebor poszedł i wszyscy inni co tam byli Fenrira i najemni i Hellmuta i Thorolfa i cała armia potężna. Drago swoich resztki w linię ustawił i tyłem ku drzewom na wzgórzu szedł chcąc resztki żywych uratować. Wtedy Wszebor śpiewać swoim kazał i iść zaraz na tamtych między drzewa gdy się cofali. Drużyna i Osterscy i sam Wszebor pieśń gromką zaśpiewali i poszli na nich a z nimi reszta wojska Fenrira równą linią. I widać było jak Dragomirowym śmierć w oczy patrzy i strach, bo już wiedzieli, że koniec im pisany. Na lini drzew Wszebor ze swoimi wroga dopadł i z pieśnią w nich uderzył i nikogo żywego nie zostawił a inni tak samo gdzie kto stał wroga zmietli. A Izbor tak o tym śpiewał:

Wroga tłuc po łbie, gdziekolwiek się pojawi
Oto jest dracońskich wojów rozrywka ulubiona
Gdzie się dwóch lub więcej Wszebora mężów bawi
Nie spocznie z nich żaden - póki wróg nie skona

Takoż i dnia tego, w ciepły dzień, choć zimą
Zmierzyć nam się przyszło z nieprzyjaciół armią
I wiadomym było - błonia krwią dziś spłyną
W Thorolfowej sprawie walczym, krucy się nakarmią

Odkąd Winland Suraż wziął, to już jest raz drugi
Gdy wygnani precz banici odbić go próbują
I znowu też Draconii potrzebne są usługi
Jeszcze chwila, niech podejdą, naszą moc poczują.

I podeszli, choć łucznicy srodze im dopiekli
Już pod bramą grodu stoją, gotowi ją kruszyć
Ale nie dostrzegli, gdyż nazbyt zaciekli
Że nasz Książę nam kazał na wroga naprzód ruszyć.

I otwarły się skrzydła bramy, ramieniem podparte
Jak grom runęlim na wroga, podobni lawinie
Z okrzykiem "Draconia!", wprost w szeregi zwarte
Kto naprzeciw nas dziś stanie, ten z pewnością zginie.

Już topór o tarczę, i miecz w miecz uderza
Zgiełk bitwy niesie się daleko, a kurz w niebo bije
Padają w pył wrogowie, krew się leje świeża
Bić ich! Nieprzyjaciół bić! Każdego, co żyje!

Nie zdzierżyli. Nie mogli. W panice pierzchęli
My ich nie gonimy - wodze zgody nie dają
Przeto się opamiętali, pod wzgórzem stanęli
Nastawili przed się włócznie, i śmierci czekają.

Długo na nią nie czekali, już zły ich dopadł los
Kto uszedł miecza wcześniej, teraz we krwi kona
Ostatnia rzecz, jaką słyszy, gdy go sięga cios
To my, pieśń śpiewający. Robota skończona.



Polski English