Draconia On-Line

Powieść Dracońska: Roku 2006, II. Wszebor wyrusza bronić Suraża

Dziesiątego miesiąca tego roku poszła Nawia na gród, który od nich Winland wziął i siedział w nim i nie myślał oddawać. Fenrir Gerdhardsson tam dowodził i wiedząc o marszu wroga posłał do Wszebora te słowa: "Potrzeba nam ludzi honorowych, przyjaciół na ktorych mozemy liczyc. Sam Odyn wskazal mi Ciebie, z którym nie raz przelewalismy razem krew" i zapłatę godziwą obiecał. Spodobało się mu takie zaproszenie, zaczem kazał wojom swoim wyprawę szykować. I poszedł z nimi na Suraż i wziął ze sobą Orela i z Brochowiaków, i z Kozłowa, i od Osterskich wziął wojów.

Widząc Wszebora z Drużyną jego pod grodem Fenrir uradował się wielce i tak obronę urządził, że Draconię przed bramą ustawił aby gdy bramę słabą wróg przejdzie nie dali mu dalej postąpić. A za nimi dał resztę wojska swego. I tak też stało się jak zaplanowali bo gdy brama padła Orel na czele klina wrogów do palisady szarżą zmiótł a stos ciał najeźdźców na trzech wojów był po tej sprawie głęboki. A mówili potem wojowie co za Draconią stali: "Draconia przeszła i było jakby kto izbę zamiótł". A gdy wroga pobili Orel tak powiedział: "Nawia w lesie zimować będzie, chyba że się jeszcze zbierze nareszcie". A jeszcze Izbor tak o tym mowi:

Na sojuszników swych wezwanie, Dux Wszebor pospieszył
Do Suraża, gdzie kraj dziki, i droga doń daleka.
By ich w ziem obronie wesprzeć swym ramieniem
I bandę wrażych synów do ostatniego wybić człeka.

I wziął Dux Wszebor ze sobą wojów kilku świetnych
Pieśń wspomni ich imiona: Otóż Orel to był,
Z nim Ciech, i Czarny, Przemysław waleczny
I Izbor, co pierwsze w boju doświadczenie zdobył.

Dużo czasu nie minęło, odkąd do grodu przybyli
A wróg się pojawił - wpierw się wahał nieco
Lecz gdy obelg usłuszał, uszy nie ścierpiały
Patrzeć - wzięli drabiny, i do wałów lecą.

A Draconia stoi, choć wkoło świszczą strzały
I wróg się po drabinach wspina poprzez wały

Gdy wał przeszli, Dux Wszebor wzniósł broń ponad głowę
Z głębi trzewi okrzyk wydał, a za nim wojowie.

I klinem we wrogie szeregi się wbili
Siekli, kłuli, rąbali, niczym w dzikim szale
Aż wróg pierzchać począł, strachem wielkim zdjęty
Lecz ratunku nie było dla najeźdzców wcale.

I zdumieni po sobie Thorolfa patrzą ludzie
Bo gdzie przeszła Draconia, nie masz dla nich roboty
Żywego jak wzrok sięgnąć, nie widać nikogo
Tak Ci kończą, co Draconię ściągają - a wraz z nią kłopoty.



Polski English